Tuesday, December 15, 2009
Czlowiek jak szafa
Ja lece dzisiaj na druga strone Australii. To moj chyba ostatni wpis w tym roku.
Zycze Wszystkich zdrowych i udanych czyli Merry Christmas.
Thursday, December 10, 2009
I jedziemy dalej...

Ujmują mnie po drodze wiatraki. To jeden z najlepszych z przykładów jak można koegzystować z siłami przyrody bez konieczności zanieczyszczania i degradacji. Do tego to niesamowity sposób na urozmaicenie krajobrazu (okolice Yambuk SA):

No i pod koniec dnia docieramy do naszego celu – wielkiego miasta Melbern. Autostrady są badzo szerokie a korki jeszcze większe. Swobodnie można robić zdjęcia:

Tak wygląda Exibition Street w godzinach szczytu:

A tu tuż przed skrętem na most nad rzeką Yarra:

A pilotowanie kobiety po tak ruchliwych ulicach to nie lada wyzwanie. Po kilku ślepych uliczkach i po kilku okrzykach wojennych zawsze docieramy do celu :)
Jedziemy na badania
Jezdzimy po Australii za pieniądze z univerku. W zasadzie cały dzień wypełnia nam praca. Pomagam Krysi kopać ziemię z regionów zaatakowanych przez inwazyjne gatunki akacji. Celem jej pracy doktorskiej jest próba zrozumienia tego problemu. Pewne gatunki potrafia rozplenić się zagłuszyć lokalne gatunki. Stawiamy tezę, że to dzięki unikalnym zdolnościom kooperacji z mikroorganizmami glebowymi. Pierwszy cel to Adelaide.
No co tam panie Pawle widać z okna samochodu. Ano spalona na skwarek ta ziemia. No normalnie sawanna. Nigdzie nie widać skąd ten kraj bierze swoje bogactwo. Dwa dni nam zajęła podróż z Sydney do Adelaide.
Najpierw trzeba było wyrzucić wszystkie owoce i warzywa przed wkoczeniem do stanu Południowa Australia. Tutejsze rolnictwo walczy z muszką owocową a kontrola na granicy jest bardzo uparta pod tym względem:
Tuż przed tym milionową stolicą stanu krajobraz się zmienia. Dużo mniej czerwonej ziemi i karlawych krzaczków. Zaczynaja się pola:
Miasto przecieliśmy jednym skokiem. Nie było nawete czasu, by kupić pocztówki.
Thursday, November 26, 2009
Jeszcze Polska…
Ja dzisiaj próbowałem przegryźć ten twardy orzech i odpowiedzieć sobie na pytanie co to znaczy być Polakiem. Patrząc z perspektywy dziejów można dojść do wniosku, że Polacy to jakiś rodzaj sieczki jaki powstaje po przejściu przez młockarnię rosyjsko – niemiecką.
Moja babcia oglądała jak Niemcy wywoża i palą Żydów w Trawnikach. Mój pradziad cieszył się z ukazu carskiego co dał mu prawo do ziemii a praprapradziad był białym niewolnikiem na dworze jakiegoś tam pewnie szlachcica. Zmieniały się granicy i “Pany” a te chłopy manewrowały między nimi.
Nasz język wydaje się być mniej dziką i bardziej szeleszcząca formą rosyjskiego z bogatą domieszką makaronizmów z niemieckiego, francuskiego, włoskiego, łaciny i czego tam jeszcze?. Więc z czego bierze się ta polskość???
Coś mi podpowiada, że to przywiązanie do, ziemii, rodziny i plotek na temat sąsiadów bardziej stanowi o tym kim jesteśmy niż to czego nauczyliśmy się w szkole na lekcjach polskiego i historii. Pan Moczulski urażony faktem, że jego ulica nosi nazwę działaczki komunistycznej Hanki Sawickiej spotkał się z racjonalną reakcją ludzi “…Mówią: Po co zmieniacie nam nazwę ulicy? Co mnie obchodzi, co ta Sawicka robiła? Przez was powstaje bałagan, a ja muszę wymienić dowód osobisty i stać w kolejce, bo głupi urzędnik nie potrafi tego zrobić od ręki…”
Goscie z Estonii
Dwa tygodnie minęły jak z bicza strzelił i trudno uwierzyć, że teściowa z partnerem są już spowrotem w mokrej i chłodnej Estonii. Moja dziewczyna szybciej uaktualniła swój blog i tam możecie zobaczyć zdjęcia Ludy i Eda:
http://tabularasa-christina.blogspot.com/2009/11/emps-kylas.html
O ile powoli przełamują się lody w relacji Luda i Ja o tyle z jej chłopem mogę już iść i konie kraść. Lubię ludzi z wyobraźnia i życiowym optymizmem. Tutaj Ed wymazał się kremem przeciwsłonecznym a la Aborygen:
A tu łowi jakieś stwory w Parku Narodowym nieopodal:
Wywarła Australia na nich duże wrażenie. Słońce świeci tu obficie. Ludzie otwarci i uśmiechnięci, nie to co w Rosji, gdzie każdy podkurczony, schowany za kołnierz czmyha byle szybciej do domu. Bez tej wycieczki nie uwierzyliby, że tak sympatycznie może wyglądać codzienne życie.
I miejscowi przywykli do tej fascynacji ich krajem przez cudzoziemców. Nowi ludzie, których tu poznaje nawet nie pytają o to ci mi się tu podoba tylko chcą od razu wiedzieć czy i kiedy zaczynam się starać o australijskiego obywatelstwo. Kolejne tygodnie pewnie znowu miną jak z bicza strzelił, bo jadę na wycieczkę po wschodnim i zachodnim wybrzeżu.
Tuesday, November 17, 2009
Ekologia a Władza
To już chyba nie jest żadna tajemnica, że religia i władza są ze sobą ściśle powiązane. Władza używa podatków i siły fizycznej, religia rządzi za pomocą poczucia winy i siły duchowej. Wszystko po to, by obywatele nie zdziczeli. Wszyscy idą równo, myślą równo i mają z tego g……
A wiadomo, że im więcej obywateli w kraju tym więcej kasy do budżetu idzie. To stąd bonusy od każdego dziecka. Ostatnio było 1000 zł jak opuściłem Polskę. Ale takie zabiegy czyni się na całym świecie, bo liczy się tylko “przyrost krajowy brutto”. Coś mi podpowiada, że to również stąd obawa kościoła przed “szatańską” prezerwatywą. Osiągnęliśmy już dawno liczbę 6 miliardów ludzi na Ziemi i pędzimy w górę. Naturalną potrzebą każdego człowieka jest dom, samochód, basen, autostrada. Ale zdaję się, że nikt nie rozumie, że Ziemia jest kulą o ograniczonej powierzchni.
I w tym momencie rodzi się zgrzyt na linii władza – koło ekologów. Władza ich ośmiesza i wypycha na margines, bo ma siłę. Troska o nasz wspólny dom zdaje się nie mieć żadnej materialnej wartości dla niej. Liczy się pieniądz.
A przecież my wszyscy potrzebujemy tlenu. Równanie jest proste: więcej ludzi = mniej drzew. A ile człowiek może przeżyć bez tlenu. Góra 3 minuty!
No i dlatego te Ekologi przywiązują się do drzew. Jest taki jeden polski ekolog, co broni australijskiego buszu. Spróbujcie stanąć mu na drodze:))))))
Ekologia.
Ekologia pochodzi od greckiego słowa oikos co znaczy dom i logia czyli nauka. To nic innego jak szeroko pojęta nauka o domu. Ale trzeba wyjść ze swoich czterech ścian, by go zobaczyć. Jest pełen współlokatorów, których się po prostu olewa.
A to bardzo delikatna tkanka, z której utkane jest życie na naszej planecie. Już Goethe zwracał uwagę jak bezsilni jesteśmy bez przyrody. Zatruwamy, wypieramy, zwalczamy naszych małych, niemych sąsiądów. A przecież my ich tak na prawdę nie znamy – a jak wyginą to ich już nie poznamy. Opryski zatruwają nam pszczoły. Pszczoły zapylają nam kwiaty. Jak przerwiemy ten tak deliktany łańcuch zależności będziemy się musieć pożegnać i z jabłkami i z gruszkami, olejem rzepakowym, olejem słonecznikowym i z masą innych produktów.


